Księga gości

Kategorie:


Archiwum:
2010
Luty



Linki:
6

-dowidzenia

jedzmy juz do rodzicoow pierwsze moich dobrze pocalowali ssiiee

2010-02-01 21:49:36
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

5

o jakimś czasie Ulka i Marek wytłumaczyli wszystkim, co i jak, potem Ula się przebrala i pojechali do firmy.

Gdy dotarli na miejsce Było już po 10. Vila przywiatała ich w progu:

-Witam piękną parę.. No co się tak patrzycie, przeciez teraz już mogę tak mówić, cale biuro o was plotkuje?

-O nas?- zpytali

-nie o mnie i Sebulku, ale zdziecinnieliście...

-CO?

-Nic, nie ważne.. A czy mi się wydaje, czy wy dopiero teraz przyszliście? O i nie wyspani jesteście.. To była noc, co?

-Violetta!

- No, co Ula? Może kawy przyniosę?

-Nie już piłam dziś kawę- pow.Ula

-A ja chętnie się napiję.

-Szef każe sługa musi, nie? To ja już idę, idę.. Aha, bym zapomniała-dzwonili z jakiegoś programu, chcę zrobić z wami wyiad-szczegóły macie na biurku, tzn.biurkach. Owocnej pracy życzę;)



Gdy Wiola odeszła...

-Właśnie.

-Ale Ula co właśnie?

-zapomnielisy o Violce.

Weszła Ania z jakimiś papierami i uśmiechem od ucha od ucha: Cześć-powiedziała.

-Hej- odpowiedzieli Ula i Marek.

-I o Ani..-dodała Ula.

Weszli do gabinetu i zaczęli dyskutować, czy im powiedzieć. W końcu Ula zdecydowała, że zaprosza ich wieczorem do klubu i tam im powiedzą,im tzn.:Violce, Sebie, Ani i Maćkowi. A do bufetu pójdą teraz.

komentarze (0) | dodaj komentarz
5. W domu Uli:
niedziela, 03 stycznia 2010 19:04

Ula i Marek pojechali do Rysiowa, wszyscy przywitali ich serdecznie. Beti jak zwykle usiadła Markowi na kolana.

-gdzieś ty się podziewała calą noc? -Zapytał pan Józef

-Byłam z Markiem.

-Ula no ty się zapracujesz na śmierć-tak nie można. -oświadczył Uli jej ojciec.

-Ale ja nie pracowałam..

-jak to?

-Ja w ogóle nie byłam w firmie,tylko..

-Tylko..?

-Byłam u Marka. Z Markiem.

- Co? A-acha- to dobrze,że byłas bezpieczna...

-Tato..?

-Wiem! Ale ty już lepiej nic nie mów. Uśmiechnął się i zaprosił do kuchnia herbatę.

komentarze (0) | dodaj komentarz
4. Na drugi dzień:
niedziela, 03 stycznia 2010 18:44

Ula obudziła się w mieszkaniu Marka,a konkretnie to w jego łóżku, a jeszcze konkretniej w jego pięknej, niebieskiej koszuki podkreślającej kolor jej oczu. Była szczęśliwa jak nigdy. Nie chciała wstawał, wolała poleżeć, wszystko przemyśleć i zastanowić się jak zareagują wszyscy.

Ona i Marek. Cały czas nie mogła w to uwierzyć, ale najważniejsze bylo dla niej to co będzie teraz, przeszłość juz sie w ogóle nie liczyła. Ważne jest to co tu i teraz.

-Witaj kochanie!- powiedział Marek uśmiechając się.

-cześć. A Jasię zaczęłam zastanawiać, czy to nie sen.

-Podoba ci się?

-Co ? Pierścionek? Jest idealny. A tobie się podoba?

-Ty mi się podobasz...

-Jak miło słyszeć takie komplementy samego rana..

Zaczęli się całować i całować, gdy nagle Ula powiedziała:

- Czas najwyższy już wstać-czeka nas ciężki dzień..

-Ula, no.. jeszcze chwilę.

Pocałował ją.

-To na nic wstajemy. Tylko, że...

-Tylko, że...?

- Nie za bardzo mam co ubrać...

-Jak dla mnie możesz tak chodzic cały dzień. To bardzo piękny widok-moja ulubiona narzeczona, w mojej ulubionej koszuli.

-No i chyba jedyna..!

-Co koszula? Nie.

-Marek, no.. mówiłam o..

-o sobie, wiem. Jesteś jedyną kobietą w moim życiu. Zapewniam cię.

Poza tym jesteś moja narzeczoną. I uczyniłaś mnie najszczęśliwszym facetem na całej kuli ziemskiej.

-wiesz chyba się nie przyzwyczaję.

-Do mojej miłośći?

-Raczej do szczerości. To też, ale chodziło mi o narzeczeństwo... Ty naprawdę chcesz mnie poślubić?

-niczego na świecie tak nie pragnę.

Ula się uśmiechnęła, wstała i zrzuciła z Marka kołdrę mówiąc, że pora wstać.

-Po drodze wstąpimy jeszcze do mnie do domu. Dobra? Muszę się przebrać. Pewnie wszyscy się zamartwiają, nie dalam im znaku życia.

- To nie twoja wina,ze bateria ci padła...

-Tak i ,że nie dałam im znać, że nie wrócę na noc.

-I z kim ja spędzisz..

-Marek, no... a właśnie mówimy ojcu?

-A no jasne, że mówimy.. To ja po drodze może jakieś wino kupię?

-Wino?

-Może uda mi się przekupić twojego ojca..?

komentarze (1) | dodaj komentarz
Niespodzianka Marka:
niedziela, 03 stycznia 2010 18:19

Marek zabrał Ulę nad Wisłe-w ICH miejsce, gdzie wszystko zaczynał rozumieć... Było niezwykle romantycznie: na piasku,ziemi,trawie, no dosłownie wszędzie leżały zapalone świeczki i płatki lili.

-Miały być róże, ale na nie chyba masz alergię powiedział nieco skrępowany Marek...

W miejscu gdzie było pamiętne ognisko-było ogniski,a obok leżały koce, butelka szampana i dwa kieliszki. Na pomoście stała ławka ozdobiona karteczkami z napisem „KOCHAM CIĘ", a na ławce bukiet, przepiękny, ogromny bukiet z liścikiem, w którym był napisany przepiękny wiersz o miłości. Niewiadomo skąd dochodziła piękna, cicha, romantyczna melodia... wszystko wyglądało jak w bajce... Uli łzy weszły do oczu, nie umiała nic z siebie wyksztusić-była zachwycona, ale i zszokowana niespodzianką Marka.

(czegoś takiego sobie nie wyobrażała)

- I jak? Podoba się?

- Gwiazdka z nieba to to nie jest, ale blisko ;-)

Posiedzieli chwilę na ławce, ale tylko chwilę, bo przez te karteczki,było bardzo nie wygodnie. Ula i Marek siedzieli przy ognisku tak jak dawniej, trzymali się z Ulą za ręce, całowali i całowali... co jakiś czas popijając szampana. W pewnej chwili Marek zapiął na szyi zapiął swojej ukochanej wisiorek-z literką „M" jak Marek by nigdy o nim nie zapomniała.

Ula była zachwycona z prezentu- wiedziała, że jest szczery...

Gdy tak siedzieli wpatrując się gwiazdy zauważyli spadającą gwiazdę.

- Widziałeś? Spadająca gwiazda. Pomyślałeś życzenie?- zapytała Ula

-Yhy.. a ty?

-Nie muszę-moje życzenie się spełniło. Jesteś tu ;-)

Marek uśmiechnął się i powiedział

-No.., moje też, ale nie w 100%.

-Co to znaczy? -zapytała zaciekawiona Ula

-Ulcia, ty wiesz, że ja..

-tak..?

-KOCHAM CIĘ -wyszeptał do ucha i pocałował w policzek.

-jestem z tobą bardzo szczęśliwy, najszczęśliwszy na świecie, ale.. tylko.. Bo Ula.. Ja chce, to znaczy chciałbym..

- Marek?

- Wyjdziesz za mnie?

- Co? -wyrwało się Uli

-Pytałem, czy zostaniesz moją żoną.

Marek ukląkł i otworzył pudełko z pierścionkiem-prześlicznym, skromnym pierścionkiem. Po dłuższej chwili Marek powiedział

-Ula, kochanie powiedz coś.

-ale co?

-Zgadzasz się?

- A mam inne wyjście?

-to znaczy, że..?

-.. że tak, oczywiście, że tak!... Zostanę twoją żoną. Od pierwszej chwili chciałam nią zostać. Ja ciebie też.

-co też?

-Kocham cię głuptasie. Bardzo.
-a co z dzieckiem

-jak to co jutro jedziemy do rodzicow im wszystko powiedziec

-ale ..jak oni zareguja

-tak jak karzdy rodzic a potem pojedziemy do lekarza

-po co ?? zapytala zaciiekawiona ula
-zobaczymy ktory to miesiac

-dal uli buziaka i bowiedzial dobranoc

- dobranoc

- następnego ranka wstawaj ula i odsunol firani jak jasno marek

-wstawaj ja ide sie odswierzyc do lazienki a ty idz zjedz sniadanie

po 30 minutach marek widzi w kuchni lezaca w kuchni na podlodze ule

-ula ula !!!!! ZANOSI JA NA LUZKO halo

-marek co sie stalo pyta chrypkowatym glosem ula

-zemdlalas ale juz dobrze

-jedziemy do lekarza
- marek nie dam rady

-zaniose cie po 5 min byli w samochoodzie

- l-brawo to juz 1 miesiac gratoluje za miesiac bendzie widac plec

2010-02-01 21:44:36
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

str

nastepnego dnia pojechali do firmy

- O! Włąsnie. A wy byście tylko plotkowały i to o mnie!

- I o mnie-wtrącił się Marek.

-Możemy się dosiąść?

-Jasne. -odpowiedziały chrem

-Musimy wam coś powiedziec-pow.Marek

-Coś b.ważnego-wtrąciła Ulka i pokazała pierścionek.

Dziewczyny zaczęły krzyczeć,skakać i przytulać (nie tylko Ulę). Nagle do bufetu wparowała Violetta.

-Marek szukaja cię.-oznajmiła

-Kto?

-jak to kto twoi rodzice.

-O kurde zupełnie zapomniałem-byłem z nimi umówiony. Ula..

-Idź. Jeszcze chwilę tu posiedzę i zaraz pójdę do gabinetu..

-To do zobaczenia kochanie.

Po wyjściu Marka i Fiolki dziewczynyzaczęły zadawaćmnóstwo pytań. M.in.;




2010-02-01 21:22:40
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

3str

-marek musze ci cios powiedziec

- tak kotku '

-pamientasz jak wczoraj bylo mi nie dobrze

-tak

-widzisz jestem w ciazy

-to wspaniale

marek wzial ule na rence zaczol biegac po calym domu wyszeedl z domu i krzyknol z calej sily BENDE OJCEM!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ula mu tylko powiedziala uspokuj sie ten pobiegnol do ochroniarzy i byl taki uradowanyze nie wiedzial
co mowil bende ojcem bende ojcem rozumiecie panowi bende ojcem

-o-bardzo gratulujemy
ula powiedziala ze maz troche zwariowal i pokrecila palcem kolo glowy

2010-02-01 21:20:34
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz

2str

-marek musze cii cos powiedziec

2010-02-01 21:07:31
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz


Copyright 2006 maxblog.pl
Grafika:GuGim
x
 Załóż swój blog! Lista przyjaciół